Mały Książę chciał pocieszyć Badacza Łańcuchów i opowiedzieć mu o Swojej Róży, lecz po chwili rozmyślił się.

- Przyszłam zapytać, czy wszystko w porządku.
- Biorę pani milczenie za entuzjastyczną zgodę.
Mijały dni, tygodnie, a pani Cooper nie wracała do pracy. Czasami Gloria budziła się w nocy i widziała pochyloną nad łóżkiem, zastygłą w grymasie nienawiści twarz matki.
- Pani współpraca mnie również uczyniłaby szczęśliwym - odparł, przesuwając po niej
Były w połowie lekcji, gdy ktoś zapukał do drzwi jadalni.
Stajenny i lokaj czym prędzej spełnili polecenie. Obaj z pewnością czuli ulgę, że uszli
być zadowolona. Wprawdzie siedziała zamknięta w piwnicy, ale jeszcze nigdy nikt tak się nie
- W tym problem, że nie każdy nadaje się do opieki nad Karoliną. Świadczy o tym przypadek ostatniej niańki.
Lekka irytacja przerodziła się w gniew.
- Tak?
zastanawiać, czy jego ciało ukryte pod wytwornym strojem dorównuje wspaniałością
ła. Nagle wstała od stołu i przeszła przez pokój w kierun-
Dotknął piersi, palcami zaczął pocierać sutki, a Klara tylko mocniej do niego przywarła. Uniósł ją tak, by nogami mogła otoczyć mu biodra, podwinął bluzkę do góry i zaczął wargami pieścić jej piersi. Ona zaś odchyliła się do tyłu, żeby wzmocnić odczucia.
Dziewczyna ubrana była w białą bluzkę i brązową skórzaną kamizelkę. Kasztanowe włosy spięła w koński ogon. Pomyślał, że w niczym nie przypomina babci.

- A po co miałam ci mówić o śmierci mojej kochanej Lary? - zdziwiła się obłudnie Isobelle. - Ona cię nigdy nie obchodziła.

- Najpewniej, jeśli to ten sam człowiek. Rozpoznaje ją pan?
Niezdolna dobyć słowa, patrzyła z otwartymi ustami, jak Santos powala jednego z żałobników i uwalnia się z uchwytu drugiego. Jakaś kobieta krzyknęła, szef domu pogrzebowego zawołał, że wzywa policję. Tymczasem Santos przedzierał się już przez tłum w jej kierunku.
mu do zrozumienia. I wcale nie jest zazdrosna o siedemnastoletnią dziewczynę. W żadnym

temu znikną inne powody.

Za to książę z całą pewnością istniał - doskonale zbu-dowany, nieodparcie męski, a przy tym wykwintny, świa¬towy i... i z zupełnie innej bajki. Wyglądał na jednego z tych, którzy uwielbiają miejskie życie i najlepiej czują się w modnym klubie, gdzie sączą drogie trunki lub delektują się wyrafinowaną kawą. To było kompletnie nie w stylu Tammy. Jej wystarczało ognisko na biwaku i najtańsza her¬bata z paroma liśćmi eukaliptusa dla smaku.
- Jasne. Mam siano we włosach, poplamioną bluzkę i rozdarte na kolanie dżinsy. Też mi uroda! Chyba obaj upadliście na głowę.
- I jak ja mam im przekazać tę wiadomość, co? - la¬mentował Doug, tym samym lejąc miód na jej serce. Nie¬wiarygodne, komuś naprawdę na niej zależało...

Usiadła, odgarniając włosy z oczu.

- Nie? - Zaśmiała się cichutko. - Nawet jeśli jeszcze nie, to jesteś na najlepszej drodze. Nie miałeś serca go zo¬stawić. Wiem o wszystkim, co robiłeś, znam każdy twój krok. Każdy...
Jak zwykle wyglądała jak wycięta z okładki żurnala. Te¬go ranka była ubrana w tradycyjnym stylu angielskiego ziemiaństwa - tweedowa spódnica, jasny kardigan z kaszmiru, stosowne dodatki. Do tego oczywiście pełen makijaż oraz idealnie ułożone włosy.
- W Australii nawet słowem nie zająknąłeś się na ten temat. Celowo wprowadziłeś mnie w błąd.